26 grudnia w 1918 jest niezwykle jasnym punktem w historii Polski. Mieszkańcy ówczesnego Poznania nie mogli jednak o tym wiedzieć – pruski zaborca nakazał zaciemnienie miasta, które miało utrudnić huczne powitanie mistrza Jana Ignacego Paderewskiego, zmierzającego pociągiem w stronę miasta. Zaborca słusznie obawiał się rozpalenia patriotycznego nastroju, które zaobserwować można było już w każdej wielkopolskiej miejscowości, przez które przejeżdżał pociąg z przyszłym premierem.

Poznańskiego patriotycznego ducha nie złamały jednak narzucone ograniczenia – mieszkańcy rozświetlili swoje mieszkania i tłumnie wyszli na ulice, dzierżąc w dłoniach pochodnie i patriotyczne lampiony. Iskra powstania została rozpalona!

Lampiony z Muzeum Regionalnego w Stęszewie

Dlaczego wspominamy o tym właśnie teraz? Zbiory Muzeum Powstania Wielkopolskiego 1918-1919 wzbogaciły się właśnie o depozyt przekazany przez Muzeum Regionalne w Stęszewie. Dwa lampiony, które oświetlały ulice w pierwszych godzinach Powstania, już wkrótce trafią na wystawę stałą i pomogą snuć opowieść o zwycięskich chwilach. Oba eksponaty – jak na swój słuszny wiek oraz delikatność charakterystyczną dla tego typu przedmiotów – prezentują się doskonale. Kolory lampionów pozostają żywe – wyobraźmy sobie tylko, jak wraz z chorągwiami i sztandarami budowały podniosłą atmosferę i podburzały poznańską krew. Tak wspomina to Maria Chełkowska, która towarzyszyła Paderewskiego podczas podróży do Poznania:

Poznań w pochodniach, chorągwiach, sztandarach. Zorganizowane wojsko polskie, jeszcze w pruskich mundurach z biało-czerwonymi naszywkami, tworzyło szpaler z pochodniami od dworca do Bazaru. Nasz orszak cztery „doubles caleches” posuwał się wśród rozentuzjazmowanych tłumów. Z okien iluminowanych, okrzyki znajomych. Czwórki były wiejskie, liberie paradne z herbami.

Wzruszony Paderewski i zmartwiona pani Helena

Do tych tłumów przemawiał później Jan Ignacy Paderewski, wzruszony entuzjastycznym przywitaniem:

Co się w tej chwili w duszy mojej dzieje, każdy z Was odgadnie. Po tem, co przed chwilą przeżyłem, słowo na ustach zamiera. […] Za to przyjęcie Wam tu i tym tłumom tam na ulicy serdecznie dziękuję.

Żar, z jakim wypowiadał te słowa, wzbudził troskę jego małżonki Heleny, która – zgodnie ze wspomnieniami pani Marii Chełkowskiej – miała zawołać do Mistrza Chrypki dostaniesz!. Zmartwienie małżonki było uzasadnione, gdyż Paderewski od kilku dni mierzył się z silnym przeziębieniem. Od pamiętnego wieczora nie pokazywał się już publicznie, a kolejne spotkania odbywał z hotelowego łóżka. Mimo choroby oraz konieczności ucieczki z ostrzelanych apartamentów Bazaru w głąb budynku, do swojego wyjazdu z miasta pozostawał w kontakcie z poznańskimi politykami.

Serdecznie dziękujemy Muzeum Regionalnemu w Stęszewie za przekazanie nam tych cennych eksponatów, które pozwolą symbolicznie rozświetlić naszą opowieść o Powstaniu Wielkopolskim.